Młynek Marabuta

Wysyłka w: 48 godzin
Cena: 45,00 zł 45.00
ilość szt.

towar niedostępny

dodaj do przechowalni
Producent: Vimala
Kod produktu: 03DF-40188

Opis

„Po drodze do nowej lepianki siadamy z Dolmą na przełęczy. Przed nami, w dali, pobłyskują pobielone śniegiem Himalaje. Na wysokości naszego wzroku wiszą dwa ogromne orły. Szybują w miejscu podtrzymywane wiatrami wiejącymi przez siodło między szczytami. Wypatrują kurczaków w Rivalsarze. A potem spływają z szybkością nurkującej bomby.

Jest cisza. Słychać tylko wiatr, który rozwiewa niesforne kosmyki wokół głowy Dolmy, przydając jej secesyjnego piękna. Zastanawiam się, co powinienem powiedzieć. Może skomentować majestatyczne szybowanie orłów, a może skorzystać i zagadnąć o lokalne zwyczaje. Nie jestem przyzwyczajony do wspólnego milczenia.

Ona jest. Nie musi komentować świata. Nie musi korzystać. Po prostu jest. Pierwszy raz obserwuję to u młodej dziewczyny. Przestrzeń otwiera się przed nami jak dłoń. Właśnie po to się zatrzymała. Żebym mógł to zobaczyć.”

Młynek marabuta to fascynują opowieść o podróży na Wschód, o bezczasowej miłości, o doświadczeniu śmierci, o odkrywaniu siebie i o tym, jak radzić sobie z przeciwnościami losu. Autor podczas swoich podróży spotyka barwne postaci – głównie Tybetańczyków – i spisuje ich historie, tworząc unikatowy dokument przeplatany intymnymi wspomnieniami.

 

Fragmenty książki


***

Bujał się. W normalnej szkole nie miał ani z kim, ani o czym rozmawiać. Był o całe życie starszy od rówieśników. Pewnego dnia usłyszał w radiu wykłady Shōkō Asahary z grupy Najwyższa Prawda. Na fali otwarcia się na religię jeden z głównych kanałów udostępniał czas antenowy, mimo że w Japonii toczyło się już śledztwo. W Rosji powoli organizowała się sekta. Miała wojskowy charakter. Jej członkowie byli jak komandosi Buddy. Żołnierz to rozumiał. Wchodził coraz głębiej, aż w końcu został dopuszczony do bezpośrednich nauk. Wyznawcy podpierali się – między innymi – tantrami buddyjskimi. „Zabij czujące istoty!” – brzmiał jeden z cytatów sekretnych nauk, do których dotarli. Żołnierzem szarpnęło. Usłyszał głos lamy z Datsanu... Ale go nie posłuchał. Dopiero gdy wyszło na jaw, że to mordercy, pojechał do Buriacji zapytać wprost.
– To jedynie przenośnia! – padła odpowiedź. – W pewnym momencie musisz wyjść poza wszelkie koncepcje! Masz zabić podział na czujące istoty i buddów... ale w sobie! Żeby w końcu przestać dążyć i się odprężyć... Właśnie dlatego część tantr była tajemna. Żeby czytający bez przygotowania nie zrozumieli ich opacznie! – Buriacki lama kręcił głową, chodząc w kółko po pokoju. – Wiesz, jaki to cios dla buddyzmu? Dla całego buddyzmu! Wszystko przez to, że ten facet oszalał!
Teraz Żołnierz mówi, że to spieprzyli.
– Wzięli to dosłownie. Zaczęli zabijać. W końcu rozpylili w metrze sarin. W sumie dwadzieścia siedem osób zabitych i kilkaset rannych! A ja chciałem im pomagać... – Żołnierz wzrusza ramionami, kręcąc głową.
– Podstawą nauk Buddy zawsze jest współczująca miłość! Na początku, w środku i na końcu! Rozumiesz? – powiedział mu lama na odjezdne.

***
"...Doszedłszy do siebie, zaczęłam pracować w organizacji charytatywnej... Za jedzenie. Właśnie tam poznałam mojego przyszłego męża. Weszłam do pokoju, gdzie siedział, i wiedziałam, że chcę mieć z nim dziecko. Piękny, śniady Nepalczyk z rozłożystymi ramionami. Wyjątkowo wysoki, jak na Nepalczyka. Kiedy kobieta czuje coś takiego, facet nie ma szans – trafiony, zatopiony, ha, ha, ha! On też niby pomagał organizacji, ale po kilku latach zrozumiałam, że to fikcja; chodziło o przemyt. Dragów, oczywiście. Na nieszczęście nic nie wiedziałam – od razu bym uciekła..."

***

Liz przyszła wcześniej, niż zapowiadała, bez doktora. Minął tydzień od poprzedniego spotkania, kiedy zapukała do hotelowego pokoju. Robiłem właśnie pompki, próbując wypompować z siebie, jak co rano, pijaństwo poprzedniej nocy. Zdziwiony otworzyłem w samych majtkach. Nie miała większego problemu, by mnie namierzyć. Wszyscy się tu znali.
– Dopiero wstałeś? – zdziwiła się, wchodząc bez skrępowania. – Musimy pogadać – rzuciła i usiadła na łóżku.
– Mam się ubrać czy rozebrać? – spróbowałem być głupawo dowcipny.
– O twoim koledze, Karmie! – zobaczyłem w jej oczach gniewny błysk, którego mężczyźni wolą u kobiet nie oglądać. – Chcesz, żebym poczekała na dole?

***

Dane techniczne

Ilosc stron 496
Format 152x225 mm
do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy od home.pl